Po co to w ogóle?
Wyobraź sobie, że ktoś podaje Ci kartkę z 70 ocenami z kolokwium. 0, 0, 1, 1, 1, 2, 2, 3, 3, 4… i tak w kółko. I pyta: „No i jak poszło grupie?"
Nie przeczytasz mu 70 liczb. Potrzebujesz jednej, która streści całą resztę.
I tu robi się ciekawie. Bo „środek" grupy można rozumieć na kilka sposobów — a każdy z nich daje inną liczbę.
Spójrz: prawie wszyscy dostali 2, ale dwie osoby dostały 5. Gdzie jest „środek"? Przy dwójce, bo tam siedzi większość? Czy wyżej, bo te piątki ciągną wynik w górę? Obie odpowiedzi mają sens. Po prostu odpowiadają na różne pytania.
Dlatego nie mamy jednej miary środka, tylko kilka — i każda odpowiada na inne pytanie:
- Chcesz liczbę, która uwzględnia każdą ocenę co do jednej? To średnia.
- Chcesz wartość dokładnie w połowie kolejki, odporną na te dwie piątki? To mediana.
- Chcesz wiedzieć, co padało najczęściej? To dominanta.
- Chcesz podzielić grupę na ćwiartki — najsłabsze 25%, najlepsze 25%? To kwartyle.
Te same dane, opisane z czterech różnych stron. Cała sztuka to wiedzieć, o którą „środkową" liczbę właściwie chodzi w danym momencie.